Kategorie: Wszystkie | Edukacja | Inne | Kuchnia | Prywatne
RSS
środa, 19 czerwca 2013
Koniec pisania

Postanowiłem zakończyć działalność pisania bloga w tym serwisie. Wiem, robiłem to dosyć nieudolnie. Pisanie z przerwami nie sprzyja nawiązywaniu więzi z czytelnikiem, ale jako młody człowiek, co za tym idzie - blogger nieustannie szukam czegoś w życiu, czegoś co właściwie nada mu sens. Potrafię siąść i nie myśleć o niczym lub patrzeć przez okno na przechadzających się ludzi. Czasami zastanawiam się czy nie oczekuję od życia zbyt wiele. Czy nie jestem rozwydrzonym bachorem, który nie wie czego chce. Nie potrafię na to odpowiedzieć, może stworzony gdzieś głęboko w głowie obraz przyszłości jest zupełnie inny od obecnego stanu? Odpowiedź pozostawiam Wam.

Jeśli znajdzie się chętne osoba do śledzenia kolejnych wpisów to zapraszam na: http://studenckie-marzenia.blogspot.com/

Pozdrawiam.

piątek, 03 maja 2013
Słowacja jest piękna

Wystarczy przejechać na słowacką stronę gór i wszystko się zmienia. Po stronie polskiej drzewa i pozostałe rośliny budziły się do życia. Na niektórych gałązkach można było zobaczyć malutkie pączki. A im bardziej na południe, tym proces ten był bardziej zauważalny. Na Słowacji przywitała nas 26 – 28 stopniowa temperatura. Czułem się jak w trakcie wiosennej pełni. Zapach koszonej trawy, sypiące się płatki z kwiatów drzew owocowych świetnie wpłynęły na poprawę samopoczucia po długiej podróży.

Wszelkie sprawy związane z prezentacją wypadły bardzo dobrze. Musiałem wziąć coś na uspokojenie, bo stres ujawnił się ze wzmożoną siłą. Komisja obcojęzyczna, każdy członek komisji zadawał również pytania dotyczące prezentacji, więc atmosfera zrobiła się bardzo gorąca. Niestety tym razem z Polaków nikt nie zajął żadnego miejsca.

Moim zdaniem było to trochę niesprawiedliwe, bo nie podzielili studentów na grupy wiekowe. Trudno jest studentowi pierwszego roku konkurować z inżynierem, albo osobną przygotowującą się do obrony magisterki. Sposoby dokonania pomiarów, kolejne czynności, wykresy i tabele idealnie odwzorowywały poświęcony czas na badania naszych południowych sąsiadów. Dlatego tym razem nagrody trafiły w ich ręce.

Po zakończeniu części oficjalnej wybraliśmy się zwiedzić miasto, zrobić trochę zdjęć i nacieszyć się wiosną. Oto jedno z nich:


 

 

poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Wyjazd - kierunek Słowacja

Bardzo pracowity tydzień już za mną. Z próby zaliczeń z chemii nic nie wyszło, bo p. Magister nie była obecna. Za to wziąłem się za projekt i został ukończony. Dzisiaj przed 13:00 wyjeżdżam na Słowację. Najprawdopodobniej wrócę we wtorek w nocy lub w środę, jeszcze nie wiem dokładnie.

Z technologii żywności u jednej z bardzo miłych prowadzących dostałem -5 z koła. Czwórka wpadła za to z maszyn. Jestem bardzo zadowolony. Do tego zostaje jeszcze nieszczęsna chemia. Niestety we wtorek przepada mi jeden z terminów zaliczeń. Tak prawdę mówiąc to wyjazd wszystko mi komplikuje. Do tego dochodzi również koło z rachunkowości, na które nic nie umiem, a jest w czwartek… nie znam dokładnego czasu pobytu na wyjeździe, a już mnie ogarnia stres, bo kolejne kolokwium na głowie. 

Zastanawia mnie również jakość mojej prezentacji. Czytając tematy pozostałych osób mam wrażenie, że moja będzie hm.. „płytka” bez żadnych szczegółów, bo badań nie prowadziłem, więc mogłem tylko coś stworzyć na podstawie teorii i własnej praktyki. Opiekun mówił żebym się nie martwił. Zobaczymy na miejscu.

Całość zaczyna się we wtorek o 8:30 powitaniem gości itd. Później pomiędzy 9:15 – 10:45 zostaną przedstawiane prezentacje przez uczestników konferencji. Według listy jestem na samym końcu.

W akademiku, gdzie będziemy nocować nie ma dostępu do internetu, więc odezwę się po powrocie ze Słowacji i zdam relację z wyjazdu.

 

wtorek, 09 kwietnia 2013
Wracam do domu

Brak skupienia, rozdrażnienie i brak ochoty na zagłębianie się w tajniki zacnych pozycji akademickich. Tak, to charakterystyka wczorajszego wieczoru. 

Nie to nie ma sensu, mogę siedzieć i siedzieć, a do głowy i tak mi nic nie wejdzie.
Idź spać, jutro obudzisz się wypoczęty. „Na świeżo” wiedza lepiej zakoduje się w pamięci – powiedział głos w głębi głowy.
Tak, to na pewno dobrze mi zrobi, w sąsiednim pokoju również kładą się spać. Odpocznę, chwila relaksu zawsze wskazana – pomyślałem.

Noc była długa i ciągła się bezlitośnie. Nie wiem kiedy usnąłem. Obudził mnie najbardziej znienawidzony dźwięk budzika. Już czas wstać jak się spało? Miałeś się dzisiaj uczyć do kolokwium nieprawdaż? Wstawaj szybciutko, książeczki już czekają. Leżałem jeszcze pół godziny, aby ogarnąć chaos w głowie i złe samopoczucie.

***
Po serii wzlotów przychodzi czas na upadek. Nie wiem, może coś w stylu borderline? Za dużo nerwów mnie to wszystko kosztuje. Właściwie nie nerwów, bo trochę zmieniłem sposób odbierania wszystkiego wokół. Przejmuję się znacznie mniej niż w szkole średniej, gdzie wszystko było ważne, wszystkiego trzeba było się nauczyć. Częściowo obwiniam za to „styl” nauczania, który zamiast postawić na zebraniu umiejętności praktycznych, oczekuje wkuwania kompletnie nieprzydatnych rzeczy.

Kiedyś jedna z moich byłych nauczycielek określiła to jako „wiedza encyklopedyczna”. Jeśli ktoś właśnie takich danych potrzebuje gromadzi odpowiednią literaturę i ma wszystko jak na tacy. Nawet prowadząca zajęcia z chemii przepisuje wszystko z kartki. Od nas wymaga się znajomości wszystkich drobnostek na pamięć, nie można mieć otwartych tabeli z wartościami do kliku miejsc po przecinku. Dlaczego nie możemy sobie ułatwić życia tam gdzie to jest możliwe?

Na samą myśl o chemii robi mi się niedobrze. OTŻ miał być interesującym przedmiotem. Jak wypadło w rzeczywistości? Miałem do czynienia z refraktometrem i polarymetrem. Obsługa tłumaczona w 5min, bo czy można o tym wiele opowiadać? Później odczyty. Patrzysz na odpowiednie podziałki odczytujesz i zapisujesz. Raz, dwa i po sprawie. Resztę zajęć spędziłem na tłumaczeniu pozostałym osobom z mojej podgrupki jak odczytywać z podziałki, o ile się mylą w swoich pomiarach. Rację za każdym razem potwierdzała dziewczyna, która robi drugi kierunek i wcześniej miała z tym do czynienia.

Sączenie roztworów przez warstwę filtrującą trwającą 1,5h brzmi obiecująco prawda? Notowanie czasu otrzymania kolejnej próbki i wykonanie do tego wykresu. Cholernie trudne! Moja grupa badała jako ostatnia wskazania na sprzęcie elektronicznym, więc siedziałem sobie spokojnie i patrzyłem jak pracują inni. Kiedy my jeszcze czekaliśmy na kolejkę (tylko jeden aparat pomiarowy), podgrupka z naprzeciwka rysowała już wykres. Do obliczeń potrzebny był wzór na pole koła. Siedzę i słucham, a oczy robią się coraz większe oczekując na moment kulminacji.  Po wymienieniu kliku wzorów, jedna z dziewczyn zwróciła się do mnie z zapytaniem o ten właściwy. Porażka!

Inaczej sobie to wyobrażałem inaczej…

 

poniedziałek, 08 kwietnia 2013
Sprzęt laboratoryjny

Budząc się dziś rano ujrzałem przez okno słońce. Przez ostatnie dni było szaro i ponuro. Już po południu musiałem zapalić światło, aby nie zasnąć przy analizie badań. Dziś dzień jest cudny :) studenci kręcą się przed akademikiem, a ptaszki pięknie ćwierkają. Kolejny dowód na zmiany!

***
Odpalam laptopa, sprawdzam pocztę, Facebook’a czyniąc niczym standardowy rytuał. Gdzie bym tu jeszcze zaglądnął? Blog, tak, przecież wczoraj dodałem wpis, ciekawe czy ktoś go w ogóle przeczytał. I tu kolejne zaskoczenie, licznik wyświetlił 12 wyświetleń wczoraj i 48 dzisiaj. Jestem naprawdę zaskoczony! Postaram się nie zawieźć.

***
Podczas oszczędzania przy i tak biednym, studenckim życiu odłożyłem trochę kasy. Część dostałem od rodziców i uznałem, że warto zrobić krok naprzód. Zamówiłem małe wyposażenie chemiczne. Groźnie to brzmi, jakbym miał na celu skonstruować ładunek wybuchowy, albo zająć się obróbką BMK do produkcji amfetaminy?
Nie, nic z tych rzeczy. Już kiedyś chciałem założyć własny bank szczepów drożdży piwowarskich. Te szlachetne dostępne w sprzedaży są drogie, sprzedawcy „obdzierają nas ze skóry”. Więc wystarczy zakupić je tylko raz, a odpowiednie przygotowanie i zamrożenie pozwoli wykorzystać je w późniejszym okresie.
Czy to nie piękne? Są to na tyle przyjazne stworzonka, że wyprodukują alkohol – przyczynią się do walorów smakowo – zapachowych piwa i jeszcze dają się zamrozić, aby mieć je w zapasie. Sytuacja idealna, wymaganiem jest tylko odpowiednie zaplecze chemiczne.

2 kolby, probówki, pipety i środowisko do zamrażania drożdży (gliceryna) już zamówione. Teraz tylko czekam na przesyłkę. Na ten weekend wracam do domu, więc oprócz kolejnej warki piwa, pobawię się w małego chemika.

 

niedziela, 07 kwietnia 2013
Przypływ świeżej energii

Jest po 23:00, a mnie wzięło na pisanie. Minął dość pracowity dzień, bo zakończyłem pisać pracę na wyjazd 23 kwietnia do Nitry. Miałem już zebrane dane, wyniki badań i własnych doświadczeń. Poszło nawet szybko, mimo wielu dość trudnych i skomplikowanych zagadnień. Wprawdzie prezentacja ma trwać jedynie 10 minut, napisałem całe 5 stron A4. Oprócz tego muszę jeszcze wykonać prezentację multimedialną po angielsku (wymagania zjazdu), ale to postaram się zrobić pod koniec tygodnia. Tak, pod koniec, bo ten zapowiada się bardzo pracowicie. Oprócz terminowych kolokwiów, chcę poprawić dwa z chemii, których nie udało mi się zaliczyć. Wierzę w to, że się uda.

Przed chwilą skończyłem oglądać film i to nie byle jaki. Strzelaniny albo głupie komedie nie stanowią obecnie dla mnie obiektu zainteresowań. Przerzuciłem się na filmy psychologiczne lub horrory o podobnej tematyce. Obejrzałem „Przerwaną lekcję muzyki” (1991). Film moim zdaniem zasługuje na uznanie. Jeden z lepszych jakie do tej pory widziałem.
Co te filmy wyróżnia?
Przedstawiają prawdziwe uczucia, można wczuć się w rolę głównego bohatera, jednocześnie odkrywać podczas trwania filmu kolejne sytuacje, które dotyczą właśnie nas. Świetne przeżycie.
Co jeszcze?
Zakończenie filmu pozwala nawet najbardziej zlęknionej i pogrążonej w depresji osobie odnaleźć światełko w tunelu. Poprawiłem sobie humor. Pojawia się tam motyw pisania. Pisania mającego na celu wyrzucić z siebie problemy i smutki gnębiące od środka.

Czy nie takie było założenie tego bloga? Tak! Ale poszedłem ścieżką przedstawioną w filmie, ścieżką do nikąd. Chcę, aby tym razem udało się zbratać z tym blogiem i tchnąć w niego życie. Zawsze o nim zapominałem, a on wiernie czekał, czekał, aż zmienię sposób myślenia. Potrzebny jest czasem jakiś szok, jakieś zdarzenie, które pchnie nas do przodu. Ten film właśnie to uczynił, nie mogę robić kroku w tył. Mam marzenia, ukryte wewnątrz pragnienia i chce je realizować mimo przeciwności losu. To do mnie należy życie i to właśnie ja o nim decyduję, o tym co dla mnie jest dobre, a co złe. Ja!

Może są utarte sposoby postępowania, zdobywania celów. Jednak recepta na jego osiągnięcie może być dla każdego inna. Tego życzę sobie i Wam. Może dzięki szczerości zdobędę jakiegoś stałego czytelnika? No tak, Ci którzy zaglądali na początku aktywności bloga mogą czuć się porzuceni i nie mieć ochoty wracać. Jednak myślę, że warto.

wtorek, 19 marca 2013
Rozważań cd.

Dopadło mnie dziwne zmęczenie. W nocy nie mogę spać, przebudzając się kilkukrotnie. Już któryś raz z rzędu budzę się o 5:00 rano i później nie mogę usnąć. Chyba podświadomie stresuje się codziennymi sytuacjami. Oby tylko nie dopadło mnie to co kiedyś… Wprawdzie mógłbym napisać o tym jakąś powieść S-F, jednak nie chcę doświadczyć po raz kolejny tych dziwnych stanów. Problemy ze snem prowadzą do halucynacji, inaczej postrzega się otoczenie, jakby wszystko działo się obok. Dźwięki wydają się głośniejsze, a zwykłe przesunięcie krzesła czy przejeżdżający samochód może być źródłem strachu. Zmysły są bardziej wyczulone.

Czy można powiedzieć o wypaleniu w tak młodym wieku? Chwilami mam wszystkiego dość, rzuciłbym wszystko i wiele dałbym aby w spokoju odpocząć. Dobija mnie otoczenie i ludzie z którymi się spotykam. Ciągle mam wrażenie, że nie pasuję do całości naszej uczelnianej grupy. Jakoś nie mogę znaleźć języka z tymi ludźmi. Ktoś mógłby powiedzieć, że jestem egocentrykiem szukającym pochwały w „szarym” tłumie lub osobą mającą kompleksy czy problem z nawiązywaniem kontaktów.

Chyba inaczej odbieram rzeczywistość, może to wynika z celu studiowania? Mocno wierzyłem, że studia będą uwieńczeniem dążenia zdobywania wiedzy, tych nieprzespanych nocy w czasie szkoły średniej. Dobrze pamiętam okres kiedy moi znajomi spędzali każdy wolny czas poza domem, a ja ślęczałem nad tekstem książki. Nie żałuję tego! Zawsze bliżej było mi do introwertyzmu. Tłum i hałas mnie męczy. Wolę czas spędzić w domu lub najlepiej na działce. Taka praca naprawdę odpręża. Zapomina się o wszystkich problemach, nierzadko można wsłuchać się w śpiew ptaków. Można poczuć kontakt z przyrodą i stać się wolnym!

Teraz najbardziej tego mi brakuje. Czuję się jak śmieć, którym pomiatają zwierzchnicy. Przelewają na nas złość i własne problemy. Prawdę mówiąc to studenci są sami sobie winni. Ale wytłumacz takiemu osobnikowi, który czeka tylko na zakończenie zajęć, że jego zachowanie wpłynie negatywnie na „notowania” całej grupy. Przewalone mają wszyscy, ale on nie widzi w tym żadnego problemu. Nie przyszedł żeby się uczyć, studia są dla niego zabawą. Poczuł trochę wolności i brak kontroli rodziców, w jego mniemaniu posiadł super moce i nikt nie może mu zaszkodzić. Im dłużej tu jestem, tym bardziej zaczynam się zastanawiać: co ja tutaj robię? Im dłużej się zastanawiam, tym bardziej przychodzi ochota na rozstanie się z tym wszystkim.

 

poniedziałek, 18 marca 2013
Załamka dopada wszystkich

Od jakiegoś czasu zastanawiam się jaki jest sens robienia czegoś, co nie przynosi radości, zmuszania się dla „dobra sprawy” by wyglądać jakoś przed innymi? Co daje w zamian mordęga i brak poszanowania? Czy istnieje sens trwania w tym mentalnym gównie?
Chyba przyszedł czas na zmiany!

 

środa, 27 lutego 2013
Chemia z Panią mgr

Tak prawdę mówiąc to nie mam ochoty charakteryzować jej osoby. Jeśli chodzi o wygląd to doskonale opisały ją dziewczyny – „przyszła spod latarni”.  Młoda robiąca doktorat pANI. Prowadzi zajęcia od niechcenia, to o czym mówi nie pokrywa się ze skryptem do wykonywania ćwiczeń. Kolokwium na każdych zajęciach. Wiedza podawana na tablicy jest z błędami, wynika to z banalnych obliczeń. Gdybym to powiedział tylko ja, to mogłaby to być subiektywna opinia. Ale błędy zauważają też inni! Zagadnienia, o których mówi nie są dostępne w książkach akademickich na naszym wydziale. Przedstawia jakieś abstrakcie, po 5 produktów przejściowych i dużo innych rzeczy. (Chyba trzeba skoczyć po książki na wydział chemiczny).

Jeśli inne grupy miałyby to samo, to wiedziałbym – mega trudny materiał, trudno go opanować, ale widocznie jest potrzebny. Jednak zajęcia u pozostałych grup toczą się normalnie. Wystarczy zakres skryptu i koło można zdać bez problemu. Wszystko byłoby dobrze, gdybyśmy trafili na jedną z dotychczasowych nauczycielek. „Nasza” pracuje dopiero I rok.

Dla „naszej” to za mało. Wiedza ze skryptu, 7h w czytelni i 2 dni poświęcone tylko i wyłącznie na chemię nie przyniosły pożądanego efektu. To już drugie moje koło w plecy! Drugi raz już nikt nie zdał.

Najbardziej demotywujące jest to, że poświęcony czas na naukę, zrozumienie nawet tych jej wywodów jest bezowocny. Punktacja też jest mistrzowska. Za zadania trudniejsze niż „normalne” otrzymuje się po 0,1 pkt. Przy nich trzeba pochwalić się widzą trochę szerszą niż zawartą w skrypcie. Natomiast te „jej” zadania są punktowane po 3-4 pkt. Nawet jak jakiś szarak „nazbiera” tych 0,1 punkcików to jest za mało żeby zaliczyć. Na kolejnych zajęciach będziemy pisać 2 in 1. Kolokwium którego nie zaliczyliśmy ostatnio + koło wypadające normalnie w kolejce.

 

Semestr II - studencka rzeczywistość

Nowy semestr – wyzwanie zostało rzucone. Nowe przedmioty, nowi wykładowcy. Zapowiada się niezła orka. Doszło w końcu maszynoznawstwo, o którym marzyłem już wcześniej. Po otrzymaniu literatury pobiegłem do akademika, przez internet zarezerwowałem książki i po 30 min. były gotowe do odbioru. Nawet Pani w bibliotece powiedziała, że rzadko komuś udaje się „wyrwać” wszystkie, główne pozycje. Książki niczym biblie – masywne, wielostronicowe. Ilość materiału ogromna, ale co za tym idzie, ogromna wiedza. Przenośniki, wirówki, filtry… wszystko co jest potrzebne na hali produkcyjnej. 

Z interesujących mnie przedmiotów jest jeszcze psychologia. Nie wiem dlaczego jest na technologii żywności, ale nie rozpaczam z tego powodu. Miałem kiedyś takie przebłyski i zagłębiałem się w tajniki psychologii. Fascynująca dziedzina wiedzy! Po sposobie wypowiedzi, dobraniu kolorów ubioru, kontakcie wzrokowym, gestach, można dowiedzieć się bardzo dużo o danym człowieku. Co jeszcze jest ciekawe? Są pewne sytuacje gdzie nawet sami nie kontrolujemy pewnych czynności, które wykonuje za nas organizm w reakcji na odpowiedni bodziec.

***
Szczerze mówiąc liczyłem na to, że pewne osoby odpadną w trakcie sesji. Nie myliłem się co do wytypowania denerwujących mnie osobników, ale jest jeszcze komis lub awans. Komis jest zbyt ryzykowny więc, większość osób wybiera awans. Po drugie „oni” należą do tych kasiastych, więc 500 zł dla tatusia to nie problem.

Liczyłem na eliminację z powodu ich zachowania, które notorycznie przekraczało normy i regulaminy. Często mieliśmy przez nich kłopoty, skarżyli się na nasz „rok” w dziekanacie, mieliśmy trudniejsze egzaminy itd. Prośby starościny czy zwracanie uwagi innych studentów nie skutkowało niczym pozytywnym. Jedyne co pamiętam to „jego” szyderczy uśmieszek…

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5